Chroń firmy ubezpieczeniowe

W czasie kampanii wyborczej było Don’t Vote, a w czasie kampanii o healthcare amerykańscy aktorzy namawiają do wspierania firm ubezpieczeniowych:

http://player.ordienetworks.com/flash/fodplayer.swf

W klipie wystąpili m.in. Will Ferrell, Jon Hamm, Olivia Wilde, Donald Faison, Masi Oka. Za wszystkim stoi, oczywiście!, MoveOn.org. Cóż, podziałało w kampanii wyborczej w 2008 roku.
Klip niezły (kliku aktorów z seriali medycznych), ale chyba mniej udany niż Don’t Vote.
 

Jeśli nawet George W. Bush uważa, że jesteś nieprzygotowana…

…to teoretycznie oznacza, że masz duży problem. Według słów Matta Latimera, George Bush uważał, że Sarah Palin nie ma wystarczającego doświadczenia, by kandydować na stanowisko wiceprezydenta. Ale uważał się za członka drużyny (team player) i siedział cicho.

W nowym numerze miesięcznika GQ można przeczytać fragmenty "Speech-less: Tales of a White House Survivor", książki napisanej przez Matta Latimera, speechwritera prezydenta George’a W. Busha, który pracował w Białym Domu podczas ostatnich 22 miesięcy urzędowania republikańskiego prezydenta, a wcześniej głównego speechwritera Donalda Rumsfelda w Pentagonie.

Przyznaję się – uwielbiam takie książki, a ta zapowiada się bardzo smacznie, bo wydaje się być pełna anegdot, zakulisowych rozgrywek i szczegółów dotyczących funkcjonowania Białego Domu za rządów Dubyi:

1. It was less like Aaron Sorkin’s The West Wing and more like The Office.

2. Everyone in Bush White House liked to believe
every decision was great, every Republican was a genius, and McCain was
the hope of the world because, well, because he chose to be a member of GOP
.


3.
Gdy zaczęła walić się gospodarka, a pundits on TV started asking why the president wasn’t saying more and
what he was going to do. The answers were: We had nothing to say and no
one had any idea
.

4. Bush uwielbiał czuć się ważnym i podejmować decyzje – He felt he’d made the major decision that everyone had been asking for.
That always seemed to relax him. He liked being decisive. Excuse me,
boldly decisive. The president seemed to be thinking of his memoirs. “This might go in as a big decision,” he mused.

5. When White House press secretary Dana Perino was told that 77 percent
of the country thought we were on the wrong track, she said what I was
thinking: “Who on earth is in the other 23 percent?” I knew who they
were—the same people supporting the John McCain campaign.


6. Dana Perino was so sensitive to criticism of Bush that she once said
she couldn’t watch the Democratic convention because it would be “too
mean” to the president.

7. Bush wierzył, że nominację demokratów uzyska Hillary Clinton: “Wait till her fat keister is sitting at this desk,” he once said
(except he didn’t say “keister”). He didn’t think much of Barack Obama.
After one of Obama’s blistering speeches against the administration,
the president had a very human reaction: He was ticked off. He came in
one day to rehearse a speech, fuming. “This is a dangerous world,” he
said for no apparent reason, “and this cat isn’t remotely qualified to
handle it. This guy has no clue, I promise you.” He wound himself up
even more. “You think I wasn’t qualified?” he said to no one in
particular. “I was qualified.”

8. Zdaje się, że nikt nie wierzył w szanse McCaina na zwycięstwo: "We’d written a version if the victor was Obama and another if the
victor was McCain. But I think only the Obama one ever went for vetting."

Więcej na stronach magazynu GQ.

Zdecydowanie nie obrażę się, gdy ktoś mi sprezentuje tę książkę na imieniny :).

Czy Obama byłby prezydentem bez Kennedyego?

Spytał mnie dziś Kuba Janiszewski w Toku, czy już napisałem na blogu o śmierci Edwarda Kennedyego. Zawstydziłem się.

I jestem.

Dwie refleksje:

1. Barack Obama nie byłby dziś prezydentem bez Edwarda Kennedyego. Nie wierzę, by wygrał prawybory z Hillary bez wsparcia Teddyego (najpierw nieoficjalnego, a potem już, po ostatecznym odrzuceniu błagań Billa Clintona, mocno nagłaśnianego).

 2. Siłę liberalnego rażenia ze strony Edwarda Kennedyego widać jak na dłoni, gdy się popatrzy na listę jego osiągnięć legislacyjnych, spraw o które walczył. To katalog, niemal pełen, lewicowych, liberalnych postulatów, czy marzeń. Minority rights, immigration, lifting the minimum wage, healthcare, education, environment, AIDS, low income housing…. and on, and on, and on…

I jeszcze o najsłynniejszym przemówieniu Edwarda Kennedyego. Klasyku. Sierpień 1980. Konwencja prezydencka Partii Demokratycznej w Madison Square Garden. Teddy żegna się z kampanią, w której chciał pokonać w prawyborach urzędującego prezydenta Cartera. Przegrywa, ale przemówienie „The Dream Shall Never Die” staje się takim rachunkiem sumienia dla partyjnych liberałów i marzycieli.

Tutaj kontekst wystąpienia i jego kawałki:

A tu większe fragmenty (całości nie znalazłem). W koncówce dreszcze, niczym na Obamie w Bostonie w 2004:

Mr. Emanuel is clearly more chief than staff

Jeśli chodzi o obecną administrację, to Rahm Emanuel jest zdecydowanie osobą, o której wiele można powiedzieć. Artykuł opublikowany wczoraj w NYT wypełniony jest anegdotami, ale konkluzja jest dość wyraźna: Seven months after moving into his office in the West Wing, Mr. Emanuel
is emerging as perhaps the most influential White House chief of staff
in a generation.
Na dodatek jego gabinet jest większy od gabinetu wiceprezydenta – podobno sam Emanuel bardzo lubi powtarzać to każdej osobie, która się z nim spotyka w tym gabinecie.

Rahm Emauel wydaje się być człowiekiem z ADHD, dzień zaczyna o piątej rano, idzie popływać, potem na siłowni spotyka się ze swoimi kolegami z Kongresu, a pracę w Białym Domu zaczyna o 7.30. Peter Baker i Jeff Zeleny, autorzy tekstu, piszą, że Emanuel nie lubi dzielić się władzą, najchętniej sam by wszystko robił, najchętniej byłby chief of staff, political director, legislative director i communications director w jednym.
He has fingers in almost every decision, like who gets invited to social events at the White House and how to shape economic and foreign policy. He carries a notecard in his pocket with a list of things to accomplish and marks them off obsessively. He requires cabinet secretaries and all West Wing departments to submit written reports each week and returns them with terse notes in the margins.

Podobno każdego dnia Emanuel rozmawia z 50 osobami i wysyła setki maili. Każda rozmowa jest maksymalnie krótka, jedno- lub dwuminutowa, to wystarcza na przekazanie, co trzeba zrobić lub uzyskanie odpowiednich infomacji. A mail często składa się z jednego-dwóch słów (już pojawiły się złośliwe komentarze, ze zapewne jednym z tych słów jest fuck, drugie to zapewne you).

Emanuel przedstawiony w artykule to jedna z najważniejszych osób w Białym Domu, ma wpływ na wszelkie decyzje – poczynając od polityki wewnętrznej, ekonomii po politykę zagraniczną. Ale Rahm Emanuel jest w dość trudnej sytuacji: He’s about to be tested; he’s spinning a lot of plates over there and he breaks a lot of china, mówi cytowany w artylule Joel Johnson, współpracownik Emanuela z czasów Białego Domu pod rządami Clintona.


Stewie gejem, Brian republikaninem, a Karl Rove i Rush Limbaugh wystąpią w Family Guy’u

Właściwie sam tytuł notki wszystko wyjaśnia. Seth MacFarlane, twórca i producent serialu "Family Guy", w wywiadzie dla Playboy’a powiedział, że Stewie jest gejem, i że zamierzano początkowo wyprodukować odcinek, w którym Stewie dokonuje coming outu, ale w końcu zadecydowano, że lepiej pozostawić całą sytuację tak jak jest teraz, czyli tylko sugerować.
Za to w nowym sezonie Brian postanawia zostać republikaninem. Tak, "postanawia" to dobre słowo, bo Brian bardzo lubi narzekać na rządzących – w poprzednich sezonach miał do powiedzienia dużo złych rzeczy na temat administracji George’a W. Busha. Gdy prezydentem został Barack Obama, Brian odkrył, że bardzo mu z tym źle i zmienia sympatie polityczne. Zaczyna nawet słuchać Rusha Limbaugha.

Producentom serialu udało się namówić do wystąpienia (hm, dania głosu? :)) w "Family Guy’u" nie tylko Limbaugha, ale też Karla Rove’a. To chyba typowy i dość widoczny trend (dość powiedzieć, że w programach publicystycznych CNN gości dużo więcej przedstawicieli konserwatywnej opozycji niż Partii Demokratycznej), media lubią polityczny balans, a Republikanie chętnie się pojawiają w telewizji, by głosić swoje poglądy (żeby nie było, Demokraci też lubią, ale nie czują się już pomijaną i marginalizowaną mniejszością polityczną, teraz to Republikanie mogą się czuć pomijani).

A na Politico.com klip z wypowiedzią MacFarlane’a:
http://c.brightcove.com/services/viewer/federated_f9/6555681001?isVid=1&publisherID=769341148

 

Four yeses and one hell yeah


Kobieta, która chciała być wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych, nie chce być gubernatorem Alaski. To był głowny news piątkowego popołudnia. Ta sprawa będzie wałkowana przez cały weekend. W Politico zdominowała piątkowe linki.
Sarah Palin odchodzi z urzędu przed końcem kadencji, mimo że wielokrotnie podkreślała, jak ważna jest dla niej Alaska i jak bardzo jest dumna z tego, że jest gubernatorem tego stanu.

CNN cytuje republikańskie żródła mówiące, że Sarah zamierza skupić się na prawyborach republikańskich – chce zostać republikańskim prezydenckim kandydatem w 2012 roku. Właściwie wszyscy są przekonani, że Sarah podjęła już decyzję, że zamierza się ubiegać o prezydenturę. Time.com podaje 10 potencjalnych powodów rezygnacji, i większość z nich dotyczy, surprise, surprise, tego, że będąc gubernatorem Alaski nie mogłaby efektywnie zbierać funduszy ani prowadzić intensywnej kampanii przedwyborczej.
Nawet FoxNews nie ma wątpliwości co do tego, co stoi za decyzją Palin:

Wszystko to, co chcielibyście wiedzieć o rezygnacji, przeczytacie u Jonathana Martina na Politico.

http://c.brightcove.com/services/viewer/federated_f8/1155201977

Choć pani gubernator zawsze podkreślała, że mówi to, co myśli, jakoś nie była w stanie jasno zadeklarować, że już zdecydowała o swoim starcie w 2012 (choć pośrednio chyba to przyznała). Czy ma szanse? Majowy sondaż CNN pokazał, że idzie łeb w łeb z Huckabee i Romney’em.

Calling names

Gawker nazywa byłego kandydata na prezydenta Johna Edwardsa samooszukującym się narcyzem (*inne próby tłumaczenia tego zwrotu były mniej cenzuralne).

Dlaczego go tak brzydko nazywają? Bo w wywiadzie dla The Washington Post zamiast przyznać, że kandydowanie w 2008 roku było błędem (w tle: poważna choroba żony i romans z inną kobietą), mówi, że to bardzo złożona kwestia (He said that for all the trauma that came of the 2008 campaign, he is
not ready to declare that it had been a mistake to run, calling that a
"very complex question.
")
.

Zaskaująco nieamerykańskie i niepolityczne stwierdzenie, choć być może dyplomatyczne? Może nie potrafi przyznać się do błędu, może nie ma porządnego doradcy od politycznego PR-u? A może właśnie ma? W końcu typowa droga dla zbłąkanych polityków to właśnie przyznanie się do winy, mniej lub bardziej szczera skrucha za grzechy, wywiad lub książka typu tell-all memoir i miej lub bardziej triumfalny powrót do polityki. Może nie jest jeszcze gotowy na publiczne pokajanie się, może serio nie uważa, że popełnił jakikolwiek błąd? Ostatnie miesiące spędził z dala od mediów, ale ten wywiad to pierwszy znak, że John Edwards ani myśli o rezygnacji z obecności w polityce.

He says he has no plans to make a push to restore his name (…) but he did not rule out a return to politics.

Z drugiej strony, nieco cyniczne, myślę sobie, że za często używa słowa "poverty" i za często podkreśla, że to on zmusił innych kandydatów do zajęcia się ubogimi Amerykanami, żeby na serio uznać, że John Edwards wycofał się z polityki. Ten wywiad to pewnie jeden z wielu baby steps, sygnał, że w taki czy inny sposób zamierza wrócić na główną scenę. O ile, oczywiście, nie wpadnie po drodze na kolejną minę.

Ciągle o Billu Clintonie (tak jakby)

Dennis Quaid zagra Billa Cintona w filmie "The Special Relationship", który ma opowiadać o relacjach pomiędzy byłymi amerykańskimi prezydentami (Clintonem i George’em W. Bushem) a byłym brytyjskim premierem Tony Blairem. Film wyreżyseruje Peter Morgan, który ma na swoim koncie scenariusze między innymi do "Królowej" i "Frost/Nixon" (wyraźna specjalizacja :D). "The Special Relantionship" wedle IMDB jest wciąż w fazie preprodukcji, premiera planowana jest na 2011 rok.

Plotki z (pre)planu? Quaid musi przejść na dietę Clintona – hamburgery i cola, co podobno jest traumą dla aktora, który dba o swoją formę fizyczną i zdrowie.

Ale tak naprawdę najbardziej interesujące jest dla mnie to, że producenci filmowi uważają, że Quaid ma iście prezydencką prezencję. W rolę prezydenta USA wcieli się po raz trzeci (jeśli dobrze liczę), poprzednio był Andrew Jacksonem i fikcyjnym prezydentem Josephen Stantonem w fimie "American Dreamz".

Bill Clinton wspiera swoich

Bardzo ciekawy tekst do znalezienia na Politico – Bill Cinton spłaca polityczne długi i wspiera swoją obecnością kampanie wyborcze polityków, którzy wsparli jego żonę w wyścigu o nominację demokratyczną. Alexander Burns, autor tekstu, nazywa to "loyalty tour".

Tak sobie myślę, że choć Bill Clinton na rzecz kariery dyplomatycznej Hillary zrezygnował z komercyjnych wystąpień, ograniczył publiczne pokazywanie się, zniknął z mainstreamowej polityki, to trudno sobie wyobrazić, by były prezydent wytrzymał siedzenie w domu (a swoją drogą, ciekawe kiedy George’owi W. Bushowi znudzą się polityczne wakacje) – od stycznia aktywnie wspiera kandydatów Dems w wyborach w 2010 roku. No i przecież Partia Demokratyczna nie zrezygnuje z jednego ze swoich największych zasobów – mimo wielu skandali Clinton wciaż jest bardzo popularny, a w niektórych kręgach wręcz uwielbiany. Przed wyborami taka postać jest na wagę złota.

"No request—or campaign—seems too local for Clinton in his current
loyalty tour: He even issued an endorsement in a Democratic primary for
the Virginia House of Delegates, backing Adam Parkhomenko, a
23-year-old who worked on the Hillary Clinton presidential campaign."

Właściwie to nic nowego – od zawsze wiadomo, że Bill Clinton w wirze kampanii politycznej czuje się jak ryba w wodzie, to jego charyzma, czar i łatwość zjednywania przyjaciół stoją za jego sukcesem. Oraz zdecydowana smykałka do zbierania funduszy na kampanie.