Stan wojenny z perspektywy SNL-a (notka powtórna)


Don Novello: I’m not sure of the year, but I would say early eighties. Bill Murray was hosting, I was a guest as a performer, and I really was like a writer for him. And at the end of the show, everyone’s going up on stage to say good night, and there’s a commercial break – two minutes, four minutes, whatever – and during the break, Ebersol suddenly comes running up and says, “It’s on the news, Russia’s invading Poland, and you should announce it.” Bill said, “What should I do?” And I told him, wisely as it turns out, “That’s news thing. This is a comedy show. Why would you want to do it?” Ebersol says, “Come on, we’ve got thirty seconds, you’re going to do it.” Well, I was not going to stand there when he announced it, so I went and stood way in the back, even though I was one of the main guests. So Bill announced it to America that Russia had invaded Poland and “the poor people of Poland, our hearts go out to them.” It was really almost tear-eyed. And it didn’t happen. The “invasion” didn’t happen, at least not that night. But I guess Ebersol wanted this to be the comedy show that broke it to America that Russia invaded Poland.

Live From New York: An Uncensored History of Saturday Night Live, as Told By Its Stars, Writers and Guests

***
Historia dopadnie cię wszędzie, nawet w monografii
Saturday Night Live.


Zjednoczeni, ale podzieleni

Tekst o GOPie, A party both united and divided" opublikowany w Washington Post
zawiera wszystko, co lubię najbardziej – analizy sondaży, dywagacje o
liderach, pytania o tożsamość i o przyszłość partii (w tym wypadku
republikańskiej).

Wyborcy republikańscy i niezależni, ale skłaniający się w stronę Reps, są zgodni: mają negatywne zdanie o Obamie i Dems, nie zgadzają się z polityką obecnej administracji, trzy czwarte z nich uważa, że Obama nie wyraża  "traditional American
values"
, ponad 80 proc. nie zamierza w żadnym wypadku wspierać obecnego prezydenta w ubieganiu się o reelekcję.

Na zewnątrz mówią więc jednym głosem, ale nie są zadowoleni ze stanu, w jakim znajduje się Partia Republikańska. Ponad połowa ankietowanych przez
The Washington Post wyborców republikańskich i niezależnych skłaniających się ku GOP nie uważa, że obecni liderzy partii mają dobry pomysł na jej przyszłość ("taking the GOP in
the "right direction
") – niezadowolonych przybyło w ciągu ostatnich czterech lat (
One year out from the 2006 midterm elections, 76 percent of Republicans
and GOP-leaners said the leadership of the party was taking it in the
right direction; now, 49 percent say so
).

 Czterdzieści procent zwolenników republikańskich nie jest zadowolonych z propozycji politycznych (ustaw) przedstawianych przez kongresmenów GOP-u, tyle samo uważa, że nie podzielają oni ich wartości i nie mają pojęcia o codziennych problemach, jedna trzecia ankietowanych jest zdania, że Republikanie w Kongresie nie reprezentuje sobą podstawowych republikańskich wartości (similar numbers see the
current crop of GOP legislators as out of touch with their problems and
personal values. Nearly a third say the Republicans in Congress are not
standing up for the party’s core values
).

Artykuł jest długi (za długi, by go w całości omówić), ale jedna rzecz uderza najbardziej – Partii Republikańskiej brak wyraźnego lidera, najwięcej zwolenników ma Sarah Palin, ale trzeba dodać dwa zastrzeżenia. Po pierwsze: badanie odbyło się w czasie press-tour pani gubernator promującej swoją książkę, a po drugie: choć wypada ona najlepiej ze wszystkich pierwszoplanowych polityków republikańskich jako najsilniej oddająca wartości GOP-u, to w żadnej kwestii nie zyskała ona więcej niż 20 proc. poparca wśród zwolenników Reps.

Kolejne ważne spostrzeżenie – Republikanie się radykalizują, stają się coraz bardziej konserwatywni – prawie trzy czwarte z nich (a także wyborcy niezależni skłaniający się ku Republikanom) identyfikuje się jako "conservative" w większości kwestii (bardziej w kwestiach finsowych niż społecznych), co stanowi dość wyraźny wzrost. In some part, the rise is attributable to fewer
Americans calling themselves Republicans; with an average of just 22
percent in Post polls this year saying so, the lowest number in polls
since 1981.

GOP wyraźnie szuka swojej tożsamości – niektórzy członkowie Republican National Committee optują za przygotowaniem czegoś w rodzaju "a
purity test" dla potencjalnych republikańskich kandydatów. Jednak wyraźna większość zwolenników GOP zgadza się, by kandydaci Reps zajmowali centrowe stanowiska w niektórych kwestiach: "In the new poll, 69 percent of Republicans and GOP-leaners say they
think it is all right for the party’s candidates to take moderate
positions on some issues; 27 percent say they want candidates to hew
exclusively to conservative positions."

Pointa?
Nie ma wyraźnego lidera, nie ma wyraźnie preferowanego kandydata na prezydenta w wyborach 2012. Perhaps no single indicator reveals the party’s current fractures as do
the poll’s findings on the question of who Republicans are looking to
in 2012: About four in 10 said they do not have an opinion or cited
"nobody" as their preferred candidate.


Z innych wiadomości z republikańskiego frontu: sondaż przeprowadzony na zlecenie programu
"60 Minutes", emitowanego przez CBS,  i Vanity Fair pokazuje, że Rush Limbaugh jest najbardziej wpływowym konserwatystą, a przyjnajmniej za takiego uważają go Amerykanie. Przy okazji – kilka miesięcy temu przytłaczająca większość pytanych zwolenników Partii Republikańskiej nie zgodziła się ze stwierdzeniem, że Rush jest liderem GOP-u – co jednak nie oznacza, że nie uważają go za wpływowego. Teraz 26 proc. Amerykanów (bez określonej orientacji politycznej) uznało go za nation’s most influential conservative voice. Na kolejnym miejscu znalazł się prezenter Fox News Glenn Beck z 11-sto procentowym poparciem, dopiero za nim ulokowali się prawdziwi politycy (w sensie ‚zawodowi’), były wiceprezydent Dick Cheney i kandydatka na wiceprezydenta Sarah Palin, wybrało ich po 10 procent ankietowanych.

Thanxgiving Central – White House, West Wing i pod Warszawą

Czwartek to Thanksgiving. Wczoraj Biały Dom wypuścił special promo, godne Saturday Night Live czy Daily Show, zapowiadające dzisiejsze ułaskawienie indyka. Fajne jak z najlepszych chwil kampanii wszech czasów… Ech… MUST SEE!



Kto chce – tutaj faktyczna ceremonia ułaskawienia indyka przez Obamę.

A tu dwa klasyki indykowo-prezydenckie z The West Wing.





Dla zainteresowanych, jak robić Święto Dziękczynienia w Polsce – zapraszam do mojego Thanxgiving Central na twitter.com/gadzinski.

Sondaże wciąż mało przychylne dla Sary Palin

Sarah Palin promuje swoją książkę, "Going Rogue: An American Life”, więc sporo w mediach różnych informacji o byłej gubernator Alaski. Ponieważ wydawca był mało rozrzutny i egzemplarze recenzenckie wysyłane były bardzo oszczędnie, większość materiałów to mniej lub bardziej udokumentowane spekulacje o tym, co właściwie się w tej książce znajduje. Oraz, surprise, surprise, rozważania, czy Palin będzie ubiegać się o nominację GOP na prezydenta i analizowanie najnowszych sondaży. Wiadomo, że w wywiadzie, jaki Sarah udzieliła Barbarze Walters, pada pytanie o jej ambicje i: "Do you ever want to be president?" – wywiad składa się z pięciu części i będzie emitowany od jutra, po kolei w programach stacji ABC, Good Morning America, World News, Nightline i 20/20. Pytanie pojawia się w zajawkach reklamujących wywiad, odpowiedź poznamy pewnie już niedługo.

ABC zatrudniła swojego najlepszego speca od sondaży, Gary’ego Langera, by zanalizował wyniki badań przeprowadzonych na zlecenie ABC News i Washington Post w dniach 12-15 listopada (raport z badań można ściągnąć stąd).

Czy Sarah Palin ma szanse zostać prezydentem w 2012 roku? Not likely, dziś
52 proc. wszystkich Amerykanów nie ocenia jej pozytywnie (tj. see Sarah Palin unfavorably), a 53 proc. nie zagłosowałoby na nią (wouldn’t consider voting for her for President). Gary Langer uważa, że Palin wypada słabo poza swoją bazą (stumbles outside her base) — pozytwnie ocenia ją 21 proc. badanych określający się jako wyborcy Dems, i 37 proc. osób poniżej 30 roku życia (bez względu na wybory partyjne).
 
Podobnie jak w badaniu przeprowadzonym przez Gallupa na zlecenie US Today, ponad połowa Amerykanów ma o Palin złe zdanie, tyle samo nie zamierza poprzeć jej kandydatury, a 60 proc. uważa nie ma ona kwalifikacji, by ubiegać się o stanowisko prezydenta
(six in 10 – see her as
unqualified for the job
).


Sarah Palin najlepiej wypada wśród konserwatywnych zwolenników Partii Republikańskiej. 76 proc. wyborców republikańskich view her favorably (podobnego zdania jest 45 proc. niezależnych i 21 proc. zwolenników
Dems.
Gary Langer uważa, że słabe wyniki Palin w całej populacji (tj. wśród wyborców ogółem) związane są ze spadkiem liczby wyborców deklarujących się jako zwolennicy Partii Republikańskiej – Republikanie stanowią obecnie niecałą jedną czwartą wyborców (Her overall rating is held down by the fact that Republicans
have accounted for fewer than a quarter of all Americans lately, 21
percent in this poll
).

 

Kim są zwolennicy Sary Palin? Beyond Republicans, she does best, a 65 percent favorable rating, among evangelical white Protestants.


Just under a quarter of Republicans rule out supporting her for
president; that rises to half of independents and three-quarters of
Democrats. And 61 percent of Republicans see Palin as qualified for the
presidency – an underwhelming score in her own party, and one that
falls to 37 percent of independents and 22 percent among Democrats.

 

Wyniki sondażu mało przyjazne, miejscami nawet wrogie. Znów – dzisiejsze sondaże mogą być traktowane tylko jako pewien trend ewentualnie wstępną diagnozę, trudno wyciągać wnioski dotyczące wyborów w 2012. Poza tym Sarah zaczyna właśnie promowanie swojej książki – dziś pojawiła się w programie Opry, a ta, jak wiadomo, może wiele zdziałać :).


Huckabee trzyma się mocno

Wedle sondażu Gallupa przeprowadzonego na zlecenie dziennika USA Today Mike Huckabee pozostaje na czele potencjalnych republikańskich kandydatów na prezydenta w wyborach w 2012 roku. Raport opublikowany został tydzień temu – sondaż przeprowadzono w dniach 31.10- 1.11, czyli wyborców badano przed ostatnimi wyborami lokalnymi.

Potencjalni wyborcy republikańscy stawiają na Huckabee’ego. Pytanie dotyczyło potencjalnego poparcia, a ankieterzy mieli przygotowaną listę kandydatów, ankietowanym odczytano tekst: Next I’m going to read you a list of possible Republican
candidates in the 2012 presidential election. Please tell me whether
you would, or would not, seriously consider supporting each for
president.
Na pierwszym miejscu Huckabee, Romney i Palin na 2. i 3., z niewielką różnicą punktów procentowych, jeśli chodzi o brak poparcia:

Huckabee: 71% would, 25% would not
Romney: 65/31
Palin: 65/33
Gingrich: 60/35
Pawlenty: 32/38
Barbour: 26/52

Duże popracie uzyskał też N.Gingrich, pozostali politycy nie cieszą się popularnością wśród wyborców republikańskich. Jednakże na razie niewiele to oznacza – to raczej sondaż świadczący o rozpoznawalności nazwisk polityków republikańskich. Na czele listy są bowiem bardzo rozpoznawalne nazwiska, i są to nazwiska tych polityków, którzy byli bardzo widoczni podczas ostatniej kampanii prezydenckiej.

Jeśli chodzi o opinię wszystkich wyborców (bez względu na orientację polityczną) dotyczącą kwalifikacji kandydatów, również Huckabee jest na czele listy, połowa ankietowanych uznała go za wykwalifikowanego, a tylko jedna trzecia badanych uznała, że brak mu kwalifikacji. Tymczasem aż 60 proc. wyborców uważa Sarah Palin za not qualified. I znów, to, że i Pawlenty i Barbour znajdują się na końcu listy, moim zdaniem wynika z ich małej rozpoznawalności niż z wyraźnej (negatywnej) opinii wyborców na ich temat.

Huckabee: 50% say qualified, 36% not qualified
Romney: 49/39
Gingrich: 44/46
Palin: 31/62
Pawlenty: 25/51
Barbour: 18/57

Wśród wyborców określających się jako demokraci, a deklarujący, że mogą rozważyć głosowanie na kandydata republikańskiego, największym poparciem cieszy się Romney (20 proc, Huckabee zyskuje poparcie u 18 proc., Pawlenty 11 proc., Palin
10 proc). Jedynie 40 proc. wyborców niezależnych wspiera jakiegokolwiek kandydata republikańskiego (a przecież tylko zdobycie poparcia independents umożliwi wygranie wyborów). Wśród niezależnych wyborców największym poparciem cieszą się Huckabee (40 proc.) i Romney (40 proc.), Palin (32 proc.) i Gingrich (28 proc.) pozostają dość wyraźnie w tyle – różnice wydają się małe, ale wyraźnie większe od błędu statystycznego.


Jedna rzecz to poparcie we własnej partii, niezbędne do zdobycia nominacji, inna to przekonanie wszystkich wyborców do własnej kandydatury. I tu zdecydowaną przewagę mają znów Huckabee i Romney.



Czy te wyniki mają znaczenie? I tak, i nie. To raczej giełda nazwisk, bardziej konkurs rozpoznawalności niż popularności, w końcu na sześć nazwisk trzy to nazwiska kandydatów z 2008 roku. W zasadzie Romney/Huckabee/Palin to trio, które wymieniane jest regularnie od listopada zeszłego roku jako możliwi kandydaci Partii Republikańskiej. Tak, bo umożliwiają dobry start kampanii i zbieranie funduszy.

Do startu kampanii wyborczej 2012 jeszcze trochę czasu, a dobre wyniki uzyskiwane tak wcześnie w sondażach niekoniecznie muszą przełożyć się na zdobycie nominacji. Gdyby tak było, to w wyborach w 2008 roku zmierzyliby się Hillary Clinton i Rudy Giuliani.

Odrodzenie prawicy czy mało aktywni wyborcy?

Wczorajsze wybory lokalne to pierwsze od baaaardzo długiego czasu dobre wiadomości dla GOP, wygrana poprawiła humory Republikanom, którzy już ogłosili, że to początek odrodzenia amerykańskiej prawicy oraz początek końca Dems i Obamy. Jak pisze Marcin Bosacki Demokraci nie widzą na razie powodów do paniki.
Dlaczego? Bo według wyborców ich decyzje wyborcze nie były były głosowaniem przeciwko prezydentowi – Referendum on Obama? Not really, nawet w tych stanach, w których kandydaci republikańscy wygrali znaczną przewagą głosów. Ale to oznacza przede wszystkim, że niezależni wyborcy, którzy w wyborach prezydenckich w 2008 roku poparli kandydata Dems, wracają częściowo na prawą stronę.

Jednak moim zdaniem o zwycięstwie Reps zadecydowali mało aktywni wyborcy – i ci młodzi, i ci z mniejszości etnicznych, a więc ci, którzy przyczynili się do miażdzącej przewagi Obamy w zeszłym roku. Częściowo też to wina samej Partii Demokratycznej. Jeśli chodzi o wybory burmistrza Nowego Jorku, to dali wielką plamę, nie poparli swojego kandydata ani finansowo, ani nie udzieli mu politycznego wsparcia ze strony prezydenta, uznając, że Bill Thompson nie ma szans na wygranie z Bloombergiem. Tymczasem Thompson, osamotniony, bez politycznego popracia nawet w swojej partii, a także bez bogatych sponsorów, wydał na swoją kampanię 1/10 tego, co urzędujący miliarder, i przegrał z nim zaledwie o pięć procent. Jak pisze Ben Smith na Politico, tę porażkę Demokraci będą przez jakiś czas analizować, zastanawiając się, co by było gdyby…

Czy wygrana w wyborach lokalnych stanowi jakąkolwiek prognozę na wynik następnych wyborów do Senatu, czy też wyborów prezydenckich w 2012 roku? Nie do końca. Seth Meyers, head writer Saturday Night Live, dziś rano tweetnął: If ESPN was cable news they would be spending the morning talking about what Celtics win last night means for Celtics in 2010. I choć to słowa komika, to coś w tym jest. Na przykład jeden z największych wygranych, Bob McDonnell, nowo wybrany gubernator z Wirginii, który odniósł dość łatwe zwycięstwo, jeszcze przed wyborami zapewniał, że jeśli je wygra, zamierza pozostać na stanowisku przez całą czteroletnią kadencję, czyli nie będzie się ubiegał o nominację Partii Republikańskiej. A był on wymieniany jako przyszłość GOP-u i jeden z pewniejszych kandydatów do walki o nominację w 2012 lub 2016.

Tak czy siak, Republikanie cieszą się ze zwycięstw w wyborach lokalnych, Demokraci mają o czym myśleć przed kolejnymi kampaniamii.


Obama rozważał kandydaturę Hillary Clinton

Właśnie mija pierwsza rocznica końca kampanii wszech czasów, a tymczasem ciągle ukazują się książki opowiadające o jej kulisach. Niedługo zapewne zaczną się ukazywać książki o tajnikach tworzenia administracji Obamy, a potem o pierwszych stu dniach, pierwszym roku, midterms, etc.

David Plouffe, manadżer zwycięskiej prezydenckiej kampanii Baracka Obamy wydał właśnie "The Audacity to Win" (swoją drogą, ten tytuł jest trochę pretensjonalny, tak, I get it, to odwołanie do książki Obamy, ale moim zdaniem jest to dość tani chwyt), a Time opublikował jej fragment pełen pochwał pod adresem kandydata demokratów.

Najciekawszy jest jednak fragment o wybieraniu wiceprezydenta:
What surprised me at [our first meeting to discuss the vice
presidency] was that Obama was clearly thinking more seriously about
picking Hillary Clinton than Ax and I had realized. He said if his
central criterion measured who could be the best VP, she had to be
included in that list. She was competent, could help in Congress, would
have international bona fides and had been through this before, albeit
in a different role. He wanted to continue discussing her as we moved
forward.

We met again a couple of weeks later in mid-June and winnowed the list down to about 10 names.

At our next meeting, we narrowed the list down to six. Barack
continued to be intrigued by Hillary. "I still think Hillary has a lot
of what I am looking for in a VP," he said to us. "Smarts, discipline,
steadfastness. I think Bill may be too big a complication. If I picked
her, my concern is that there would be more than two of us in the
relationship."

Przeciwko kandydaturze Hillary opowiadali się zarówno Plouffe jak i David Axelrod. Na short liście wylądowali: senator Joe Biden, senator z Indiany Evan Bayh i gubernator Wirginii Tim Kaine. Decyzję podjął Obama, ale zdaje się, że jego doradcy od początku lekko faworyzowali Bidena (a może to tylko sugestia autora, w końcu książka ukazuje się wiele miesięcy po wyborach).

Muszę jednak przyznać, że nie mogę się doczekać książki napisanej przez szabowca od McCaina opowiadająca o tym, jak przegraliśmy wybory z niedoświadczonym senatorem i czemu wybraliśmy Palin.
 

#Nobelol

Nie będę pisał poważnie o tym Noblu. Bez żartów!

Tzn. wrzucę parę fajnych, które mi się rzuciły w oczy. Twitter oczywiście jest niezastąpiony. Hasłem dnia, które przejdzie pewnie do historii kultury masowej jest dzisiaj wymyślony search-topic #nobeLOL.

Kilka fajnych:

BREAKING: Obama’s Nobel acceptance speech wins Nobel Prize for Literature!

Obama wins $1mil Nobel award, asks to be paid in Euros.

Rush Limbaugh: I don’t believe this! He’s not only the first post-racial president, he’s also the first post-accomplishment

(Zebrane na ABC) Ezra Klein: Obama also awarded Nobel prize in chemistry. „He’s just got great chemistry,” says Nobel Committee.

It was the Beer Summit that put Obama over the edge.

Miss America was robbed. She was for world peace way before Obama was for it.

What is the best Obama Nobel joke? He won.

Cut to Obama’s speechwriter for the Egypt speech…..”dude I just won the Nobel Peace Prize!”

I thought he was going to win the Nobel Prize for Economics because he saved the economy and is giving Americans heath-care for the very first time. I guess that’s next year.

Bill Simmons na twitterze (via Supergigant): So disappointed that Tom Cruise was robbed of the Nobel Peace Prize. He settled the Cousin Sal-Jeff Ross feud! Come on.

Tych co mnie jeszcze tam nie spotkali, zapraszam na twitter.com/gadzinski.

Zabrał tarczę, dostał Nobla

Gad zapowiedział, że napisze więcej, ja tylko wyrażę to, co pomyślała większość interesujących się polityką. Za co?

Za co?
Z uzasadnienia:
– za pracę na rzecz pokoju na świecie,
– za zmniejszenie arsenału atomowego,
– za umocnienie dyplomacji międzynarodowej,
– za stworzenie nowego klimatu międzynarodowego.

Oczywiście daleko mi do stawiania zarzutów, jakie pojawiły się w TVN24, że to niestosowne, lub że pokojowego Nobla powinien dostać Marek Edelman (temat poruszany przy okazji dzisiejszego pogrzebu ostatniego przywódcy powstania w getcie warszawskim). Ale już pojawiły się dowcipy, mniej lub bardziej niewyszukane. Obama dostał Nobla za:
– urok osobisty,
– za to że nie jest George’em W. Bushem,
– bo go KKK nie ubil,
– bo nie rozpetal zadnej wojny,
– bo nie widzi Rosji z ganku swojego domu…

A właściwie kto zgłosił jego kandydaturę (a warto dodać, że w tym roku było aż 205 propozycji)? Swoją drogą, prezydenci i wiceprezydenci USA mają spore szanse na tę nagrodę. Tylko do tej pory musieli czekać, aż minie im/ich kadencja.