Polityka pop/ komiks i najbardziej wpływowe kobiety w historii

W
Guardianie
ciekawostka – amerykańskie wydawnictwo Bluewater ruszyło z komiksową
serią
Female Force, opowiadającą o influential women who are "making and
shaping modern history"
.




Na pierwszy ogień poszły Sarah Palin i Hillary Rodham Clinton. Podobno komiksy o obu sprzedają się znakomicie. Komiks o Sarze został napisany z dwoma zakończeniami, ale w sprzedaży znlazł się tylko ten, w którym Sarah nie zostaje wiceprezydentem USA, bo w końcu to nie graphic novel, tylko biografia. W kwietniu mają wyjść kolejne tytuły
poświęcone Michelle Obama i Caroline Kennedy. Ciekawy wybór, bardzo mnie ciekawi, jak Michelle Obama wpłynęła na historię… Nie przeczę, mam wrażenie, że będzie doskonałą Pierwszą Damą, że uda jej się stworzyć bardzo ambitny program polityczno-społeczny, ale jak na razie bardziej na politykę i historię wpłynął jej mąż.

Warto dodać, że Neal Bailey, autor komiksu o Hillary Clinton, powiedział, że choć he didn’t originally admire
Clinton, while researching and writing the book he came "to admire and
be utterly fascinated by what is obviously the most underrated figure
in modern history".

Wydawnictwo zamierza pójść za ciosem i ruszyć z serią
"Political Power" poświęconą obecnym i byłym amerykańskim politykom. W lipcu na półkach księgarń pojawi się rysunkowa opowieść o Colinie Powellu, w planach podobne książeczki o Baracku
Obamie i Ronaldzie Reaganie. Czemu napisałam "książeczki"? Bo wizualnie to nie wygląda zbyt dobrze:



Dla mnie to na razie wygląda jak odcinanie kuponów od najciekawszych wyborów prezydenckich ever. Ale może ja się nie znam na monetyzacji i rachunku ekonomicznym…

Nowa administracja w mediach

W ciągu ostatnich czterech miesięcy tyle napisano o głównodowodzącym i nowych pracownikach w Białym Domu i członkach nowej administracji, że właściwie trudno wymyślić coś nowego (stąd też pewnie obsesja mediów związana z Michelle Obamą, jej garderobą, umięśnionymi ramionami i sukienkami bez rękawow). Jednak… Nowa administracja stanowi niewyczerpywalne źrodło tematów dla prasy.

Barack Obama w końcu znalazł czas dla New York Timesa i udzielił tradycyjnego pierwszego wywiadu. Dziennikarz tej samej gazety napisał o Wednesday Night Meeting, które zwołuje David Axelrod, który wciąż, surprise, surprise, pozostaje jednym z najbardziej wpływowych doradców prezydenta. Jedyna zmiana od czasu kampanii jest taka, że teraz urzęduje w niewielkim biurze i ubiera się nieco lepiej (żegnajcie kurtki skórzane, witajcie porządne garnitury).

Ciekawe czemu tyle osób dziwi się, że osoba, która kształtowała przekaz kandydata na prezydenta, teraz pracuje dla prezydenta. Nie zmienia się koni, przecież…

Dziennikarze NYT zajęli się też Timothym F. Geithnerem, który powoli buduje ekipę Ministerstwa Skarbu/The Treasury Department.

I oczywiście nie można zapomnieć o cudownym dziecku nowej administracji, o Mozarcie przemówień politycznych, o Jonie Favreau – dziennikarzom Chicago Tribune nie przeszkodziło nawet to, że Biały Dom nie zgodził się na wywiad z Favreau. Odgrzali więc stare cytaty i odnalaleźli kolegę Jona z liceum.

A skoro już o dziennikarzach mowa, to gwiazda CNN, doktor Sanjay Gupta nie zamierza rezygnować z kariery telewizyjnej i nie zostanie Naczelnym Lekarzem (Naczelnym Chirurgiem), więc znów pojawiły się doniesienia, że kandydatura Howarda Deana jest wciąż poważnie brana pod uwagę.

In the other news (ale ciągle o Republikanach)

31 Republikańskich reprezentantów zgłosiło rezolucję deklarującą zwycięstwo w Iraku – ale to zwycięstwo to zasługa prezydenta George’a W. Busha, jeśli Obama wycofa wojska z Iraku, to całe zwycięstwo rozwieje się jak dym – Glen Trush z Politico nazywa całą tą akcję political trap.

Wbrew marzeniom wielu Demokratów Rush Limbaugh nie cieszy się poważaniem wśród większości Republikanów. Dems próbowali postawić znak równości pomiędzy poglądami tego konserwatywnego publicysty radiowego (conservative radio commentator) a poglądami GOP, ale jednak przytłaczająca większość – 81 procent! – republikańskich wyborców nie zgadza się ze stwierdzeniem, że Rush Limbaugh is the party’s leader. Rahm Emanuel nazwał Limbaugh "the voice and the intellectual force and energy
behind the Republican Party
", Robert Gibbs (rzecznik Białego Domu) "a national
spokesperson for conservative views and many in the Republican Party
.
Wygląda jednak na to, że jedynie Demokraci uważnie słuchają Rusha, reszta narodu może i słucha, ale na pewno nie słyszy, a już z całą pewnością jest niezbyt dobrego zdania o konserwatywnym radiowcu. Badanie Rasmussena z 2007 roku pokazało, że 62 proc. badanych nie lubi Limbaugh – zajął on pierwsze miejsce wśród najmniej lubianych dziennikarzy (drugi był Larry King z 46 proc. wskazań).

Za to dziennikarze MSNBC nie lubią oficjalnego lidera GOP Michaela Steele’a – ale tak to bywa, jak odmawia się przyjścia do programu. 

A tymczasem u Republikanów…

Jeszcze nawet nie zaczął kandydować na prezydenta, a już mówi się, że he’s out. Bobby Jindal zamierzał zabłysnąć krytyką przemówienia Obamy, tymczasem doczekał się… krytyki swojego wystąpienia. Ze wszystkich stron. Nawet Republikanie nie szczędzili mu gorzkich słów. Podobno jego wystąpienie było "good on paper, delivery? not so much". Dlaczego napisałam podobno? Bo gdy oglądałam highlights, to zazdrościłam GOP, że ich politycy, nawet jeśli wypadają przed kamerą źle, to i tak prezentują się lepiej niż polscy konserwatyści.

Tak, czy siak – na razie ocenianie, który z polityków republikańskim będzie w stanie zagrozić Obamie w 2012, to wróżenie z dymu.

Oczywiście, trudno oczekiwać, że Reps będą wychwalać prezydenta, ale Joe the Plumber przeszedł sam siebie. Pamiętacie go jeszcze?

http://services.brightcove.com/services/viewer/federated_f8/1155201977

Coż, kandyduje do Kongresu i musi być wyrazisty. Ale cały jego program opiera się na razie na przypominaniu Ameryce, że nie zgadza się z prezydentem. Oraz na promocji książki "Joe the Plumber: Fighting for the American Dream". " W Polsce Lepper obiecywał, że w Sejmie nie będzie Wersalu, a Wurzelbache obiecuje sporty siłowe: "If I
became a congressman I would literally bang people’s heads together and
probably get in a lot of trouble
."
BTW – czy słyszeliście, że Val Kilmer chce być gubernatorem?

Porcja linków na inaugurację (cz.2)

Marcin Jagodziński na Foodelku podał linka do pdfu zawierającego menu inauguracyjnego lunchu. Jeśli chcesz zobaczyć, czym karmią prezydenta i jego gości – dokument do pobrania.

Strona poświęcona prezydenckiej inauguracji wciąga – jest doskonale przygotowana i bogata w szczegóły.

Cały świat świętuje, także w Polsce. A piosenki napisane specjalnie dla Baracka Obamy pewnie można liczyć już w tysiącach.

W Danii można zobaczyć inaugurację z klocków lego.

Dokładną rozpiskę co, gdzie, kiedy można znaleźć na stronie CNN – Times and places for inaugural events.

A Bartosz Węglarczyk serwuje ciekawostki, których nie znajdziecie nigdzie indziej.

Z ostatniej chwili – Michelle Obama założyła zestaw zaprojektowany przez Isabel Toledo. Projektantka dowiedziała się o tym z telewizji. Pierwsza Dama sama zapłaciła za sukienkę, choć częstym zwyczajem jest ich wypożyczanie.


Porcja linków na inaugurację (cz.1)

Cały naród płaci za inaugurację? Całość kosztować ma 170 mln dolarów. Ta kosztowna impreza, częściowo sfinansowana z prywatnych datków ma być najbardziej dostępna i otwarta ze wszystkich dotychczasowych ("most open and accessible inauguration in history").

Barack Obama znalazł nowy kościół (nową parafię?) – to Nineteenth Street Baptist, założony w 1839 roku, z wyrazistą polityką społeczną i dobrze zapisany w historii. Obama wraz z rodziną został przywitany oklaskami.

The New York Times przygotował znakomity materiał z okazji inauguracji – zdjęcia ludzi Obamy i fotografie backstage’owe. Strasznie fajne.

Niby inauguracja to najważniejsza impreza dla prezydenta, ale wygląda na to, że większą ciekawość wzbudza nie to, co powie Barack Obama, ale co założy jego żona. What will Michelle wear?.

Prezydent starzeje się szybciej

To nie żart, prezydenci starzeją się dwa razy szybciej niż "normalni" ludzie. Biorąc pod uwagę, co czeka w najbliższym czasie Prezydenta-elekta Baracka Obamę, można się spodziewać, że będzie kolejnym dowodem na potwierdzenie tej tezy.
Okładka magazynu MAD dość złośliwie pokazuje, jak będzie wyglądały pierwsze chwile urzędowania nowego prezydenta (i czemu ktoś się dziwi, że na razie mu do tego nie spieszno i cały czas powtarza, że one president at a time):


CNN przygotowało bardzo ciekawy materiał o tym, jak starzeją się prezydenci, i niestety, wnioski są mało pozytywne dla prezydentów in the office. Dr. Michael Roizen, a chief wellness officer at the
Cleveland Clinic, twierdzi, że prezydenci starzeją się dwa razy szybciej. I, choć Barack Obama regularnie ćwiczy, zdrowo się odżywia i dość dobrze znosi stres, to jednak pali i nie ma szans uniknąć losu byłych prezydentów. Na dowód – zdjęcia. Co teź urząd prezydencki robi z ludźmi…

 
A w nowym numerze Rolling Stone’a wywiad, jaki powinien udzielić George W. Bush, prześmiewczy, ale chyba dobrze oddający to, co większość Amerykanów myśli o pożegnalnych wywiadach udzielanych przez jeszcze urzędującego prezydenta.

Pierwsze polityczne podsumowania

Amerykański miesięcznik Vanity Fair opublikował Galerię Niesławy 2008.
Antyherosi polityczni, związani nie tylko z prezydencką kampanią, to:
– w styczniu Rudolph Giuliani, failed candidate,
– w marcu Eliot Spitzer, defrocked governor,
– w kwiecietniu Mark Penn, political strategist,
– we wrzesniu Carly Fiorina, campaign adviser,
– w październiku Samuel “Joe” Wurzelbacher, political prop,
– w grudniu Rod Blagojevich, scheming governor.

A co z Hall of Fame? Moje typy:
– w kategorii Debiut Roku, Kobieta Roku, Gwiazda Roku oraz właścicielka najczęściej omawianej garderoby – Sarah Palin,
– w kategorii Zwycięzca Roku – Barack Obama,
– w kategorii Come Back Kid (lub też Feniks Roku) – Hillary Clinton,
– w kategorii Doradca Roku – David Axelrod.

Ale to banalne podsumowanie. Jestem pewna, że za Time’em wszyscy uznają Baracka Obamę Person of The Year 2008, albo tak jak GQ Game Changer of the Year (warto dodać, że grudniowy numer GQ z Obamą na okładce zamknięto przed listopadowymi wyborami), Nową Nadzieją, Bohaterem Roku, Najlepszym Prezydentem-elektem… Bo po prostu – to naprawdę postać roku.



Porcja linków do poczytania na święta

The Blago Report is out. I zgodnie z dotychczas wiadomymi faktami – sprawa jest czysta. Barack Obama nie rozmawiał ani nie kontaktował się z ani z gubernatorem Blagojevichem, ani z jego współpracownikami, ale omawiał z Rahmem Emanuelem i Davidem Axelrodem potencjalne kandydatury do objęcia zwalnianego przez niego miejsca w Senacie. Rahm Emanuel rozmawiał z gubernatorem Blagojevichem przez telefon raz czy dwa razy, ale to było zanim oficjalnie przyjął posadę chief of staff. Potem rozmawiali na temat rezygancji Emanuela z Kongresu i o kandydatach na jego miejsce. Mieli też omawiać kandydatów na senackie krzesło Obamy – Emanuel początkowo rekomendował Valarie Jarrett, a potem przekazał Johnowi Harrisowi, chief of staff Blagojevicha, zatwierdzoną przez Prezydenta-elekta listę, były na niej nazwiska: Dan Hynes, Tammy Duckworth, Congresswoman Schakowsky, Jesse Jackson, Jr.
Więcej w raporcie.

Nowojorczycy spodziewają się, że Caroline Kennedy zasiądzie na miejscu Hillary Clinton, ale nie są zgodni co do tego, czy się nadaje, by być senatorem, według sondażu w tej kwestii podzielili się równiutko (40/41 proc.).

Tymczasem Obama jest na Hawajach, shirtless, i gra w golfa (przy czym he’s a lefty, jeśli kogoś to interesuje), a Rahm pojechał na święta do Afryki, podczas gdy świat poznał nowe nazwiska – Biały Dom wzbogacił się o kolejnych pracowników, na etatach od 20 stycznia 2009.

A jeśli o styczniu 2009 mowa, to dopiero po nowym roku poznamy zwycięzcę wyścigu w Minnesocie, na razie nie ma szans, by skończyło się liczenie głosów. A wygląda na to, że niektórzy Republikanie zaczynają panikować, widać nie tylko u Alexaminy sformułowanie "senator Al Franken" wywołuje emocje (ale chyba emocje nieco innego rodzaju).

Pospolite ruszenie

Trochę to wygląda, jakby kampania Obamy się jeszcze nie skończyła – grassroots movement z hasłem przewodnim "wybierzmy nowego prezydenta" zmienił się w "pomóżmy nowemu prezydentowi".
Z newslettera podpisanego przez
Davida Plouffe’a, Campaign Manager Obama for America (!), który trafił do subskrybentów kilkanaście godzin temu, można przeczytać, że nowy ruch ma pomóc Prezydentowi-elektowi ustalić priorytety i jak na razie odzew has been remarkable — 550,000 people
completed the online supporter survey
. And this past weekend,
supporters organized more than 4,000 Change is Coming house meetings in
2,000 cities across all 50 states.

Tak, pół miliona osób wypełniających interetową ankietę robi wrażenie. Podane w newsletterze wyniki, pewnie starannie wyselekcjonowane, też dobrze rokują, Barack Obama i Partia Demokratyczna może liczyć na wsparcie. 55 tysięcy osób zamierza wystartować w wyborach różnego szczebla? To musi dawać do myślenia. Oczywiście osoby, które wypełniły tę ankietę, są już politycznie zaangażowane, pewnie sporo z nich już startowało w różnych lokalnych wyborach. Ale na mnie to robi duże wrażenie .

  • House meetings were the primary way supporters got involved in the campaign
  • People are excited to volunteer around a number of top issues,
    including education, the environment, health care, poverty, and the
    economy
  • 86 percent of respondents feel it’s important to help Barack’s administration pass legislation through grassroots support
  • 68 percent feel it’s important to help elect state and local candidates who share the same vision for our country
  • And a staggering 10 percent of respondents indicated that they would be interested in running for elected office